Na ostatniej grupce u Magdy i Szymona rozważaliśmy jak postępować, aby nasze życie było zachętą dla otaczających nas ludzi do podążania za Jezusem. Uznaliśmy, że najważniejsze, abyśmy sami dbali o naszą relację z Nim, wtedy z naszego życia wypływać będzie miłość, radość i pokój, które są owocami Ducha Świętego i będzie to widoczne dla ludzi z zewnątrz. Jako małżeństwa możemy być świadectwem tego, jak działa miłość Boża w praktyce, w naszych relacjach.
W I Liście Jana 4:20 napisane jest, że jeśli nie kochamy ludzi, których widzimy, to jak możemy kochać Boga, którego nie widzimy. Dlatego też najlepszym sposobem, aby pokazać ludziom Bożą miłość, jest otaczanie ją tych, którzy są wokół nas.
„Jeśli kto mówi: Miłuję Boga, a nienawidzi brata swego, kłamcą jest; albowiem kto nie miłuje brata swego, którego widzi, nie może miłować Boga, którego nie widzi.” 1 Jan. 4:20
Zastanawialiśmy się również, co zrobić, kiedy upadamy, popełniamy błędy w naszym życiu i łamiemy Boże zasady. Uznaliśmy, że wtedy najważniejsza jest szczerość i przyznanie się do tych słabości przed Bogiem i ludźmi. Bóg zawsze daje nam drugą szanse i pomaga podnieść się z upadku. Ludzie natomiast mają okazję dowiedzieć się jak wielka jest Boża łaska i że z Bogiem istnieje wyjście z każdej sytuacji.
Anna Podsiadły


Słowo Boże mówi nam, że będziemy rozpoznawalni przez to, jak siebie kochamy! Myślę, że słowo „miłość” straciło już swoją wagę! Pomniejszyliśmy „miłość” do wielkości „jestem głodny”.
Kochać to znaczy być gotowym oddać życie za nieprzyjaciół naszych! Łatwo jest mówić „kocham”, ale czy w rzeczywistości łatwo jest kochać? Czy w rzeczywistości byłbym w stanie poświęcić swoje życie za Ciebie?
Ja myślę, że już za przyjaciół byłoby wystarczająco ciężko….
Apropos oddawania życia, to przypomina mi się walentynkowe kazanie Tima Case’a, którym mówił o tym, że czasem przyjąć kulkę w łeb za ukochaną osobę byłoby łatwiej (bo to takie dramatyczne i romantyczne) niż zwlec się z fotela i zrobić jej herbatę… Takie umieranie na co dzień to jest ogromne wyzwanie…
“…Dzieci, nie miłujmy słowem i językiem, ale czynem i prawdą!” (1 List Jana 3, 18)
)
Znów wyzwanie! Ale ja tam nie przestanę mówić “Kocham Cię”… choćby ta moja miłość to był taki 1% tej, która jest opisana w 1 Liście do Koryntian…
“Przede wszystkim miejcie wytrwałą miłość jedni ku drugim, bo miłość zakrywa wiele grzechów.” (1 P 4,8)
„Bóg jest miłością: kto trwa w miłości, trwa w Bogu, a Bóg trwa w nim” (1J 4, 16).
“Ponieważ Bóg pierwszy nas umiłował (1J 4, 10), miłość nie jest już tylko przykazaniem, ale odpowiedzią na dar miłości, z jaką Bóg do nas przychodzi.”
Przytoczony w artykule 1J 4:20 podkreśla nierozerwalny związek między miłością Boga i miłością bliźniego. Jedna wymaga drugiej w sposób tak ścisły, że stwierdzenie o miłości Boga staje się kłamstwem, jeżeli człowiek zamyka się na bliźniego czy wręcz go nienawidzi. Przytoczony werset stanowi też, iż miłość bliźniego jest drogą do spotkania również Boga, a zamykanie oczu na bliźniego czyni człowieka ślepym również na Boga.
“Miłość bliźniego polega właśnie na tym, że kocham w Bogu i z Bogiem również innego człowieka, którego w danym momencie może nawet nie znam lub do którego nie czuję sympatii. Taka miłość może być urzeczywistniona jedynie wtedy, kiedy jej punktem wyjścia jest intymne spotkanie z Bogiem, spotkanie, które stało się zjednoczeniem woli, a które pobudza także uczucia. Właśnie wtedy uczę się patrzeć na inną osobę nie tylko jedynie moimi oczyma i poprzez moje uczucia, ale również z perspektywy Jezusa Chrystusa.”
“Miłość obejmuje całość egzystencji w każdym jej wymiarze, także w wymiarze czasu. Nie mogłoby być inaczej, ponieważ jej obietnica ma na celu definitywność: miłość dąży do wieczności.”
Miłości nie należy utożsamiać z ekstazą w sensie chwili upojenia, “lecz ekstazą jako droga, trwałe wychodzenie z „ja” zamkniętego w samym sobie w kierunku wyzwolenia „ja” – w darze z siebie i właśnie w kierunku ponownego znalezienia siebie, a nawet w kierunku odkrycia Boga: „Kto będzie się starał zachować swoje życie, straci je; a kto je straci, zachowa je” (Łk 17, 33) – mówi Jezus (por. Mt 10, 39; 16, 25; Mk 8, 35; Łk 9, 24; J 12, 25). Wychodząc z istoty Jego ofiary osobistej a także miłości, która w Nim osiąga swoje dopełnienie, tymi słowami opisuje On także istotę miłości i istnienia ludzkiego w ogóle. (…) Z drugiej strony, człowiek nie może zawsze tylko dawać, musi także otrzymywać. Kto chce dawać miłość, sam musi ją otrzymać w darze. Oczywiście, człowiek może – jak mówi nam Chrystus – stać się źródłem, z którego wypływają rzeki żywej wody (por. J 7, 37-38). Lecz, aby stać się takim źródłem, sam musi pić wciąż na nowo z tego pierwszego, oryginalnego źródła, którym jest Jezus Chrystus, z którego przebitego serca wypływa miłość samego Boga (por. J 19, 34).”
Jeżeli w moim życiu brak zupełnie kontaktu z Bogiem, mogę widzieć w innym człowieku zawsze jedynie innego i nie potrafię rozpoznać w nim obrazu Boga. Jeżeli jednak w moim życiu nie zwracam zupełnie uwagi na drugiego człowieka, starając się być jedynie „pobożnym” i wypełniać swoje „religijne obowiązki”, oziębia się także moja relacja z Bogiem.
Moim zdaniem świadek Jezusa poprzez wiarę jedynemu Bogu, doświadcza siebie samego jako kochanego przez Boga i odkrywa w Nim radość, która staje się jego istotnym szczęściem: „Kogo prócz Ciebie mam w niebie? Gdy jestem z Tobą, nie cieszy mnie ziemia… Mnie zaś dobrze jest być blisko Boga” (Ps 73 [72], 25. 28).
Miłość, którą kieruje sie Świadek Jezusa stanowi w ostatecznosci kryterium oceny decydującym o wartościowości lub bezwartosciowosci jego doczesnego życia. „Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili” (Mt 25, 40).
Miłość Boga i miłość bliźniego łączą się w jedno: w najmniejszym człowieku spotykamy samego Jezusa, a w Jezusie spotykamy Boga. Jak pisał św. Augustyn: „Jeśli widzisz miłość, widzisz Trójcę.”
Pzdr
Gosia