Petra, 8 VI 2010
Spotkanie rozpoczęliśmy uwielbieniem. Jedna pieśń, po czym Ania zaprasza Bartka do podzielenia się z nami świadectwem nawrócenia. „Pochodzę z małej miejscowości, z Olesna” – zaczyna Bartek. Jako nastoletni chłopak przesiadywał na rynku Olesna, nie rzadko popijając browar i popalając jointa. „Pewnego popołudnia, gdy siedziałem wyluzowany na stałej miejscówce, jakaś podejrzanie radosna ekipa zaczęła rozdawać za darmo kiełbaski. Chrześcijańska inicjatywa – bleee, ale z żarcia za free skorzystam… Tak zaczęła się moja historia.
Przychodziłem do tych podejrzanych ludzi coraz częściej. Bardziej ze względu na to, żeby sobie porozmawiać, poznać, bo przecież byli bardzo mili, niż z powodu treści, jakie głosili. Było tam wielu Amerykanów i praktycznie każdego dnia coś się działo. Powoli, nim się obejrzałem zacząłem się przekonywać. Angażowałem się w życie, służby kościoła coraz bardziej i bardziej, choć jeszcze nie zawierzyłem Jezusowi. Bujałem się tak z dnia na dzień, tygodnia na tydzień, ale wiedziałem, że czegoś mi brak aż pewnego dnia poczułem ogromny głód Bożego Słowa. Sięgnąłem z półki starą, zakurzoną Biblię i zacząłem czytać. W miarę upływu czasu i przewertowanych stron, kałuża łez pode mną była coraz większa… Nie wytrzymałem i wybiegłem z domu. Biegłem tak przez Olesno, aż dobiegłem do mieszkania Pastora. Wchodzę, Sławek – bo tak ma na imię, stawia przede mną dwie rolki papieru, puszcza muzę „Duchowa Pomoc” a Ja..? Dalej pokutuję! Tak zaczęła się moja powolna metanoja. Wiadomo, wiele upadków po drodze. Górki i dołki, słońce, deszcz, ale z tej perspektywy, z perspektywy kilkunastu lat chodzenia z Panem wiem, że nie ma dla mnie dobra poza Nim.”
Następną osobą, która podzieliła się z nami świadectwem była Allesija. Okazuje się, że Bóg troszczy się także o nasze codzienne potrzeby, tak jak to działo się u Allesij. „Jestem już po sesji a myślałam, że się nie uda… Bóg pomógł mi zaliczyć jeden z najcięższych egzaminów na prawie!”
I mikrofon poszedł w ruch…
Ania zachęciła do podzielenia się spontanicznym świadectwem. Kto chce nas zbudować, niech podniesie rękę! Rąk w górze pojawiło się więcej niż w czasie uwielbienia – ale czy i to nie jest uwielbieniem Pana? Chwaleniem Go nie słowem, ale czynem. I zaczęło się dziękowanie. „Za zdrowie! – Chwała Tobie Panie! Za to, że jak Ja nie mogę pojechać do domu to mama może i przyjedzie do mnie! – Chwała Tobie Panie! Za sesję i wszystkie zaliczone egzaminy! – Chwała Tobie Panie!” Jak się okazuje, jest za co dziękować Bogu i nie mówimy tu o jakiś głęboko duchowych doświadczeniach, ale o praktycznym życiu.
Grupa muzyczna prowadziła nas w dalszym uwielbieniu. Przewidywalnym było to, że uwielbienie pójdzie w stronę dziękczynienia. Tego dnia z wielu ust płynęły słowa: „Dziękuję ci Panie za: …” minuta, dwie, pięć, zespół cały czas, dzielnie przygrywa. Końca nie widać! Czyż to nie jest wspaniałym świadectwem? Po kilku pieśniach Ania zaprasza Filipa Ziembę – dzisiejszego mówcę. “Pokorny, pozbawiony próżności i egoizmu, nie szukający swojej chwały…” POKORA! Potrzebujemy być bardziej pokorni! Tak można by zamknąć treść tego kazania w jednym zdaniu. Niestety tak się nie da, dlatego kilka zdań więcej. Przekładanie drugiego człowieka nad własne Ja. Czy jesteś w stanie zrezygnować ze swojego Ja i postawić dobro drugiego człowieka nad swoje? A nad dobro kogoś bliskiego? – Czy nie zauważyłeś/aś, że trudniej jest nam rezygnować z własnego Ja względem naszych najbliższych? Człowiek pokorny potrafi zrezygnować z siebie dla dobra kogoś innego. Jezus zrezygnował z boskości dla Ciebie, dla Mnie. Jezus był na tyle pokorny. Zrezygnował z Siebie dla mnie.
Miłość i pokora, czy mają coś wspólnego? Tak! Pokora jest owocem Miłości. Jeśli mówisz komuś, że Go kochasz, a w relacji tej patrzysz tylko na swoje dobro, to kłamcą jesteś! – można by powiedzieć. Filip opowiada o sytuacjach, w których On okazał pokorę. „Ile razy chciałem zrobić inaczej a zdecydowałem się na to, żeby zrezygnować z mojego Ja” – mówi Filip. „Za każdym razem wyszło mi to na dobre. Przekładajmy dobro drugiego człowieka nad swoje.”
Zakończyliśmy dwoma piosenkami. Podczas jednej z nich zbieraliśmy kolektę dla Weroniki i Szczepana. „Aby mogli wrócić do Polski ” – ktoś za moimi plecami skomentował. Nie sposób nie wspomnieć o ostatniej pieśni. Rozpoczęła się bardzo spokojnie, po czym przetransformowała się w „Sto lat, sto lat, niech żyje, żyje nam!” Wszystkie światła padły na perkusję a dokładniej na Mateusza, który siedział przed nią. Wszystkiego najlepszego w dniu urodzin! Musiało to być dla niego miłym zaskoczeniem.
Wspólna modlitwa o nasze potrzeby, to z czym się zmagamy uwieńczyła nasze wtorkowe spotkanie. Kończymy, jak to mówimy: „Oficjalną część spotkania”! A nieoficjalna? Przyjdź i sprawdź!

Pokora, to temat, nad którym ostatnio myślę. Dlatego to sprawozdanie mi się przydało. (I swoją drogą bardzo fajnie napisane, Piotrze Biegański;) )
Szczególnie poruszyło mnie to zdanie: “Jezus zrezygnował z boskości dla Ciebie, dla Mnie. Jezus był na tyle pokorny. Zrezygnował z Siebie dla mnie”.
I ekstra jest ta niespodzianka urodzinowa dla Mateusza! Naprawde super:)