Petra
Hasłem ostatniego spotkania Petry była miłość. Jak wskazali prowadzący (Łukasz i jego narzeczona Irina) nie było to wprost związane z przypadającym właśnie świętem zakochanych. Cała Biblia mówi o miłości – i właśnie dlatego my też przyjrzeliśmy się temu tematowi, pod różnym kątem.
Łukasz rozpoczął przeczytaniem fragmentu: „Będziesz miłował Pana Boga swego…”, zespół poprowadził nas w bardzo żywym i radosnym uwielbieniu. Po pierwszej pieśni Dawid, nawiązując do świadectwa którym dzielił się z nami wcześniej, polecił książkę Leszka Korzenieckiego „Bóg ciągle uzdrawia” opowiadająca o cudach jakie wciąż dzieją się wokół nas. Wspomniał również o pobycie naszej siostry Poli w RPA. „Tu się nic nie zmieniło – Bóg cały czas tak mocno tu działa” napisała Pola myśląc o misji Erlo Stegena w Kwasizabantu – miejscu masowych nawróceń plemienia Zulusów, sprzed 50 lat.
„Nie ma innego jak Jezus, nie ma innego jak On…” rozbrzmiewało w całej kaplicy a tańce na scenie rozweseliły publikę. Po tej pieśni obejrzeliśmy prezentację, która, jak myślę – poruszyła niejedno serce wśród zebranych tego dnia. Prezentacja opowiadała o tym jak widzą miłość dzieci, co o niej myślą, co wiedzą i mówią. Byłem pod wrażeniem tej prostoty i szczerości tych wypowiedzi. Jezus mówi, że mamy stać się jak dzieci. Zaczynam rozumieć dlaczego – one ufają i kochają prawdziwie, bezwarunkowo, są nieskażone tym światem.
Po prezentacji zaczęliśmy modlitwę w grupkach o swoje bieżące sprawy – to był błogosławiony czas… Spotkanie w kaplicy dobiegało końca. Modliliśmy się jeszcze przez kilka minut, wspólnie śpiewając i uwielbiając Boga, po czym zeszliśmy do klubu na spotkanie z pastorem Paweł Jaroszem i jego żoną Walą. Tę część spotkania prowadzili Mateusz i Ania Podsiadli. Nasi goście okazali się bardzo rozmowni, opowiedzieli nam wszystko o tym jak to u Nich było i jest z tą miłością. Oglądaliśmy też ich wspólny album, w którym część zdjęć pamiętała czasy stanu wojennego. Pastor Paweł i Wala są tak pogodnymi ludźmi, że z przyjemnością słuchało się ich historii, niejednokrotnie koloryzowanych komizmem pastora Pawła. Także moja żona i ja mieliśmy niezły ubaw! Mam wrażenie, że nie byliśmy w nim sami.


